Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 211 317 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lodowce Alaski - jachtem „Varsovia” z Vancouver do Prince William Sound (2016)

 zobacz> .STRONA GŁÓWNA

 

Dla żeglarzy z Polski, Alaska jest wyjątkową egzotyką. Może, dlatego że niewielu tam dociera. Powodem tego chyba jest to, żeby tam dotrzeć jachtem i wrócić do kraju, musi to być rejs praktycznie dookoła świata. Niestety zachodnie wybrzeże Kanady i południowa Alaska nie jest na trasie klasycznych rejsów wokółziemskich.

00 0785.JPG

Mieszkam w Vancouver i właśnie po tych wodach, tak bardzo odległych od Polski żegluję swoim własnoręcznie wybudowanym jachtem „Varsovia” http://varsovia.bloog.pl/ .

Latem 2016 zdecydowałem na rejs do Prince William Sound, to znaczy dalszy rejon. Żeby tam dotrzeć z Południowo Wschodniej Alaski, która jest częściej odwiedzana przez jachty trzeba płynąć prawie 400 Mm po otwartym oceanie.

Całość mojego rejsu w roku 2016, można podzielić na trzy części:

11 Czesc 1 Vancouver -Whittier.jpg

Część 1. Z Vancouver do Whittier z oglądaniem lodowców w Prince William Sound, 26 dni, 1,650 Mm. Załoga Halina z Onko-Sailing. Potem zostawienie jachtu w marinie i przelot samolotem do Vancouver a następnie powrót do Anchorage i kontynuacja żeglugi z Whittier.

23 Whittier-Van2-3 jpg.jpg

Część 2. Rodzinny rejs z Whittier do Whittier z oglądaniem lodowców w Prince William Sound, 9 dni, 186 Mm. Załoga moja żona Elżbieta i jej siostra Dorota.

Część 3. Samotny powrót z Whittier do Vancouver. 24 dni 1,380Mm w tym ponad 400 Mm non stop, 3 doby przez otwarty ocean.

Poprzednim razem w roku 2004, do Prince William Sound żeglowałem w dwie strony samotnie a tym razem na połowę trasy miałem załogę. Halina Nadolska z Polski, współzałożycielka Grupy Onko-Sailing http://www.mesa-jachtowa.bloog.pl/id,355444761,title,Onko-Sailing-w-Vancouver,index.html , przyleciała do Vancouver i razem żeglowaliśmy do portu Whittier położonego niedaleko Anchorage na Alasce.

Wypłynęliśmy w sobotę 11 czerwca, 10 minut po północy, bo żeglarski zwyczaj/przesąd, zabrania rozpoczynać rejs w piątki.

44 0219.JPG

Pożegnanie w marinie, odbyło się dzień wcześniej, właśnie w piątek, na które przybyła grupka znajomych żeglarzy i Konsul Generalny RP w Vancouver Krzysztof Olendzki wraz z małżonka.

55 1 Alaska 2016 1 Vancouver do granicy USA.jpg

Pierwszy tydzień żeglugi był wyjątkowo szybki. Zwykle 14 do 20 godzin dziennie, (70 do 117 Mm) i tylko krótkie postoje na kotwicy, głównie dla czekania na korzystniejszy prąd i dalej w drogę.

66 0305.JPG

Dopiero od Ketchikan po przekroczeniu granicy USA trochę zwolniliśmy. Zwiedziliśmy to miasteczko, które jest głównie nastawione na turystów ze statków wycieczkowych. Prawie każdy statek pasażerski płynący na Alaskę zawija do tego portu, żeby załatwić odprawę graniczna. Zwykle bywa tam po kilka statków dziennie a każdy przywozi około 2 tysiące pasażerów. Nic dziwnego, że ruch na uliczkach jest bardzo duży i dlatego my długo nie staliśmy i zaraz po odprawie granicznej i krótkim spacerze popłynęliśmy dalej.

77 Alaska SE.jpg

Do zatoki Tracy Arm, odległej 800 Mm od Vancouver dotarliśmy 19 czerwca, to jest w dzień moich urodzin. Miałem niezwykłą atrakcje celebrując ten dzień stojąc na kotwicy w otoczeniu przepływających niedaleko growlerów. Na tą okazję Halina przywiozła z Polski Torcik Wedlowski, na którym zapaliła świeczki i wspólnie wypiliśmy toast szampanem.

88 1767.JPG

W Tracy Arm w tym roku było wyjątkowo dużo lodu. Bardzo duże growlery uniemożliwiły dopłyniecie do czoła lodowca.

99 kotwica..jpg

Zamiast oglądania lodowca, który chował się za kolejnym zakrętem bawiliśmy się w "cumowanie i kotwiczenie" do growlerów, wielkich jak góry lodowe.

1010 0476.JPG

Zobacz film pt. „Varsovia” w lodach na wesoło: https://youtu.be/ai_phO8kRAs

W stolicy Alaski Juneau mieliśmy piękną słoneczną pogodę. Wjechaliśmy kolejką linową na wysoką górę skąd był piękny widok na zatokę i całą okolice.

Bardzo silny zachodni wiatr wywiał nas nieplanowanie do porciku Hoonah i potem na druga stronę Icy Strait. Na szczęście, zgodnie z prognozą wiatr zmienił kierunek na południowo wschodni i wypłynęliśmy na otwarty ocean.

1111 3 Alaska South.jpg

Pierwsze 130 Mm po oceanie, do Yakutat było wyjątkowo uciążliwe. Silny wiatr, deszcz, bardzo ograniczona widoczność i wysoka oceaniczna fala rzucała „Varsovią” na wszystkie strony. Szczególnie boczne przechyły dawały się we znaki, nie tylko nam, bo autopilotowi, który chwilami zacinał się i trzeba było go resetować. Oboje nie chorowaliśmy na chorobę morska i bez problemu po półtorej doby takiego bujania we mgle wpłynęliśmy do Zatoki Yakutat.

Następny dzień nie ruszaliśmy się z portu, bo lał deszcz i nie było sensu płynąć do słynnego lodowca Hubart. Dopiero kolejnego dnia przejaśniło się i popłynęliśmy w głąb zatoki. Lodowiec widać było bardzo dobrze, ale dużo lodu na wodzie nie dawało dopłynąć zbyt blisko.

1212 2201.JPG

Za to było, co filmować i fotografować.

0809.JPG

Widać to na filmie Haliny pt. „Zobaczyć lodowce Alaski”:

https://youtu.be/wsmwwX0AOWc .

Na wieczór wypłynęliśmy z zatoki. Ocean znowu nas pobujał, ale umiarkowany wiatr od brzegu sprawiał przyjemną żeglugę. Następnego dnia rano, szkoda było korzystnego wiatru, pomimo tego wpłynęliśmy do zatoki Icy Bay. Zakotwiczyliśmy obok Lodge, malutkiego ośrodka turystycznego, gdzie był niezablokowany Internet, bo, po co blokować jak mało, kto obcy tam dociera. Było to wielkie wrażenie, że tak daleko od cywilizacji można było rozmawiać na Skype i oglądać na necie mapy pogodowe itp. Na Alasce nawet telefon komórkowy działa tylko w nielicznych miejscach. Np. w poprzednim porciku Yakutat telefon w ogóle nie miał zasięgu, a jedyne miejsce gdzie można było skorzystać z Internetu było na lotnisku, dość odległym od portu. Po krótkim wypoczynku popłynęliśmy w głąb zatoki gdzie jest dużo malowniczych lodowców. Nic dziwnego, bo nawet nazwa Icy Bay, czyli zatoka lodowa.

Wieczorem znowu na ocean. Tym razem była żegluga przy słabym wietrze.

1313 Prince William Sound.jpg

Po półtorej doby dotarliśmy do Prince William Sound, czyli docelowego rejonu tego rejsu.

Kolejne dni to była żegluga do lodowców. Na noc kotwiczyliśmy a w dzień lawirowaliśmy w pływającym lodzie.

1414 2294.JPG

Malownicze growlery mieniły się różnymi barwami. Jedne były białe a inne dla odmiany czarne.

1515 0847.JPG

Majestatyczne lodowce pokazują potęgę tego co natura mogła stworzyć.

1616 1159.JPG

Wielkość lodowców najlepiej widać w tle stateczku z turystami.

1717 0849.JPG

Taki tajemniczy "Świat Lodu" najlepiej jest oglądać z małej łódki.

1818 2016-07-02_190131.jpg

Lodowce topnieją w dużym tempie i co roku ich czoło przesuwa się do tyłu. Mapy morskie nie są zbyt często uaktualniane. Bywało tak, że według mapy komputerowej, nasza pozycja z GPS była pod lodem. Czuliśmy się tak jak kapitan Cook i inni odkrywcy nieznanych lądów.

1919 0858.JPG

Żaden film lub fotografia nie odda pełni wrażeń, kolorów i widoków niezwykłej natury.

2020 1538.JPG

Z lodu odłamanego od lodowców natura przy pomocy temperatury i wody stworzyła wyjątkowe rzeźby.

2121 1888.JPG

W fiordach przy lodowcach można oglądać te dzieła natury.

2222 2304.JPG

Zapraszam do zobaczenia tej lodowej galerii na filmie z tego rejsu pt. „Świat Lodu…” https://youtu.be/Ym-a5oq0h6c ,

2323 7349.JPG

W takiej niezwykłej scenerii tylko foki czują się jak u siebie w domu. Wylegują się na lodzie i przyglądają się intruzom, którzy przypływają oglądać te cuda natury.

 

Pierwsza część rejsu zakończyła się w Whittier. Do tego miejsca w ciągu 26 dni, przepłynęliśmy 1,650 Mm. Jacht został w marinie i razem z Haliną wróciłem samolotem do Vancouver. Ona żeby wrócić do Polski a ja żeby załatwić moje sprawy zawodowe.

Wieczorem 22 lipca wróciłem samolotem do Anchorage.

2424 1411.JPG

Moja żona Ela i jej siostra Dorota poleciały tam trzy dni wcześniej, wynajęły samochód i zwiedzały Denali National Park. Zrobiły zakupy zaopatrzenia na jacht i odebrały mnie z lotniska. Jechaliśmy w wielkim pośpiechu, żeby zdążyć przejechać przez tunel, przed jego zamknięciem na noc. Tunel ten to ciekawa atrakcja, jest on pod wysoką górą i ma ponad 4 km długości. W tunelu jest tylko jeden pas ruchu, raz jadą samochody w jedna stronę, potem w drugą. Później tak samo pociąg po torach w jedną albo drugą stronę na zmianę.

Jeden dzień spędziliśmy w Whittier. Trzeba było przygotować jacht do dalszego rejsu i zasztauować nowe zaopatrzenie na dalszą drogę.

2525 1318.JPG

Rozpoczęła się druga część mojego rejsu, tym razem tygodniowa żegluga rodzinna. Niestety pogoda wyjątkowo nie dopisała, na początku był bardzo silny wiatr, słaba widoczność i deszcz.

2626 PWS - powrot jpg.jpg

Przez dwie noce staliśmy w jednym miejscu na kotwicy w Esther Passage, bo lało i nie było sensu płynąc do lodowców.

2727 1340.JPG

Potem trochę poprawiło się i popłynęliśmy najpierw do lodowców w Harriman Fiord. Niestety po południu znowu zaczęło padać i popsuła się widoczność. Zdecydowałem na zakotwiczenie w dość otwartej zatoczce niedaleko lodowca w Surprise Inlet, czyli po polsku niespodzianka. Prąd zmienił kierunek i mięliśmy niespodziankę. Już położyłem się do koi a tu nagle usłyszałem lód obijający się o burtę. Przypomniała mi się żegluga przez Northwest Passage, gdzie było to normalne. Moja „Varsovia” nie ma stalowego kadłuba, ale jest bardzo mocno zbudowana z fibreglass. Pomimo tego wolałem nie czekać do rana. Obijające się o „Varsovie” growlery popłynęły dalej, ale niedługo prąd miał zmienić kierunek i znowu wróciłyby obijając burtę. Podniosłem kotwice i prawie 20 Mm płynęliśmy, żeby bezpiecznie zakotwiczyć w tym samym miejscu gdzie staliśmy już dwie noce. Następnego dnia popłynęliśmy do College Fiord i oglądaliśmy kolejne lodowce.

2828 1362.JPG

Chwilami wychodziło słońce i można było fotografować widoki i growlery, do których podpływaliśmy bardzo blisko. Na koniec odwiedziliśmy lodowce w Blackstone Bay.

Dla mnie trasa tego rodzinnego rejsu była zdublowaniem tego, co widziałem w pierwszej części żeglując z Haliną. Pomimo tego było to bardzo interesujące, bo te same lodowce oglądane przy innej widoczności i oświetleniu, raz w słońcu albo w dni pochmurne lub w zamgleniu wyglądały całkiem inaczej.

31 lipca Ela i Dorota pojechały z Whittier do Seward. Przesiadły się z mojej małej łódki na inną, bardzo dużą…, czyli wróciły do Vancouver statkiem Holland America. Po drodze oglądały inne lodowce z pokładu tego dużego statku.

Zostałem sam i przede mną było około 1,300 Mm żeglugi powrotnej do domu w Vancouver. Prognozy wiatrowe nie były zachęcające, ale nie miałem wyboru, trzeba było wracać. Jeden dzień miał być OK, ale następnego dnia sztorm a potem miało wydmuchać się. Wykorzystałem ten dzień i dopłynąłem 70 Mm do zatoczki Garden Cove blisko wyjścia na otwarty ocean. Na drugi dzień zaczęło się. W osłoniętej zatoczce wiatr od oceanu przebijający się przez niskie góry uderzał w „Varsovie” z prędkością prawie 25 węzłów. Kotwica trochę mi zdryfowała, ale jak wypuściłem więcej liny to dobrze trzymała i jacht dzielnie odbierał kolejne sztormowe szkwały i ulewny deszcz. Trochę bujało, bo stworzyła się krótka fala z białymi grzywami. Tak stałem przez cały dzień, martwiąc się czy wydmucha się i czy będę mógł wypłynąć na otwarty ocean.

Pierwszy dzień na oceanie okazał się nie do wiary, ale bardzo przyjemny. Wyszło słońce, wiatr ucichł i tylko wysoka oceaniczna fala rozbujana sztormami rzucała moją „łupinką” na wszystkie strony. Pomimo tego wykorzystałem ten ciepły i suchy dzień na ogólne suszenie i wietrzenie jachtu. Następne dni nie były już takie słoneczne, ale ogólnie żegluga była, można powiedzieć na luzie. Wiał umiarkowany wiatr i było bez deszczu.

2829 Ocean byl laskawy. Widoki lodowcw. 1558.JPG

Płynąłem blisko brzegu i od strony otwartego oceanu podziwiałem lodowce, których nie mogłem widzieć żeglując we mgle w pierwszej części rejsu.

2929 Alaska SE  cut jpg -.jpg

Po ponad trzech dobach płynąc non stop po oceanie, przepływając ponad 400 Mm wpłynąłem w cieśniny Południowo Wschodniej Alaski. Ocean był łaskawy, ale tzw. wody osłonięte dopiero pokazały mi, co to jest Alaska. Wielokrotnie żeglowałem po tych wodach, ale takiego lata nie pamiętam. Pobiło chyba wszystkie rekordy deszczu i sztormowych wiatrów. Na oceanie wpasowałem się w okienko pogodowe i przez trzy doby spokojnej żeglugi oglądałem malownicze widoki lodowców. Wejście w cieśniny już takie łatwe nie było.

Po krótkim wypoczynku w Hoonah zaczęło się. W Chatham Strait południowy wiatr wiał do 25 węzłów. Próbowałem posuwać się do przodu chowając się, co kilkanaście mil w różne zatoczki. W jednej z nich, Cosmos Cove, stojąc na kotwicy zmierzyłem siłę wiatru, W szkwałach wiały 22 węzły. Zastanawiałem się czy tak ma wyglądać tzw. bezpieczne kotwicowisko?

Jeden dzień odpoczynku zrobiłem sobie w Baranof Warm Springs. Wygrzałem się w naturalnych gorących źródłach. Zobacz film z poprzedniej mojej wizyty w tym miejscu: https://youtu.be/B_CsrtW4TNA 
Następnego dnia znowu była walka z przeciwnym wiatrem i zdobywanie kolejnych mil.

3030 8100176.JPG

Przyzwyczaiłem się do zalewanego falami pokładu oraz rycia dziobem wysokiej i krótkiej fali. Taki widok, jak na zdjęciu był całodzienną „atrakcja”. Dwa dni później uspokoiło się, ale za to pokazała się gęsta mgła, która też nie zatrzymała mnie, bo czas naglił.

3131 1572.JPG

Miałem mieszane uczucia jak olbrzymi statek pasażerski wyprzedzając mnie zmienił kurs i wyłonił się obok mojej burty, tak jak widmo, niby latający Holender.

3232 1574.JPG

Dobrze, że widziałem go na moim radarze, bo bez niego żegluga w takich warunkach byłaby zbyt ryzykowna. Kilka godzin później mgła rozeszła się i pokazało się piękne słońce i nic wiatru. To chyba nagroda za to, co miałem przez ostatnie kilka dni.

Czas już było żegnać Alaskę i zacumowałem w Ketchikan. Prognoza pogody, znowu nie była najlepsza. Jeden dzień czekałem na odpowiednie warunki przepłynięcia Dixon Entrance, żeby wpłynąć na wody kanadyjskie.

3333 BC powrot jpg.jpg

Port Prince Rupert był dla mnie trochę nie po drodze, ale musiałem tam wpłynąć, żeby załatwić odprawę graniczną powrotu do Kanady.

Po sztormowych wiatrach na Alasce, zrobiłem sobie trochę relaksu, bo byłem już w Kanadzie coraz bliżej domu. W Inside Passage odwiedziłem następne gorące źródła Bishop Bay Hot Springs. Zobaczcie sami na filmie, jaką frajdą było wygrzewanie się w gorącej wodzie naturalnie wypływającej z ziemi:

https://youtu.be/LW6God-G3co .

Kolejne wyjście na odcinek otwartej wody znowu odbył się z mocnymi wrażeniami. Noc spędzona na kotwicy w Safety Cove, nie była taka bezpieczna jak nazwa zatoczki. Znowu dmuchało przez góry prawie 20 węzłów, ale moja kotwica trzymała bardzo dobrze. Wypłynąłem bardzo wcześnie rano żeby zdążyć schować się w cieśniny Wyspy Vancouver przed zapowiadanym wiatrem ponad 25 węzłów. Zrobiła się gęsta mgła i obok wyspy Pine wyprzedzał mnie duży wycieczkowiec. Minął mnie w odległości mniej niż pół mili. Widziałem go tylko na radarze. Pewnie nie był pewny czy ja go widzę i wyjątkowo intensywnie swoją syreną dawał sygnały mgłowe.

3434 1656.JPG

Niedługo potem mgła podniosła się, ale za to rozdmuchało się ponad 25 węzłów. Zrobiła się piękna pogoda, ale nikogo na wodzie nie widziałem, bo dla „niedzielnych” żeglarzy chyba za silnie dmuchało. Wspaniała żegluga z wiatrem i na wieczór zacumowałem w Port McNeill, gdzie odwiedziłem moich znajomych Polaków, Teresę i Ryszarda, którzy tam mieszkają.

Zrobiłem sobie dzień przerwy, i spędziłem u nich miły dzień. Tego dnia w mieście był doroczny festyn, parada i dużo atrakcji. Na kolejne kilka dni prognoza była bez zmian w Johnstone Strait ponad 30 węzłów, ale z dobrego dla mnie kierunku.

3535 1674.JPG

Nie było, na co czekać, ruszyłem do przodu i miałem wspaniałą żegluga w takim sztormowym wietrze.

 

W Vancouver, 24 sierpnia miałem miłe powitanie. Boniek na swojej „Cracovii” razem z Danielem z załogi sławnego „Nektona” wypłynęli na moje powitanie. Miałem okazje zademonstrować do filmu, mój nowo zainstalowany przed rejsem, grot zwijany na rolerze, tak jak zwykle zwijany jest fok na jachtach żaglowych. Podobne rozwiązania widziałem na nielicznych jachtach, ale mój „patent” jest taki, że zwijany grot jest obok masztu i stary grot może być również używany.

3636 1611.JPG

Takie rozwiązanie w praktyce okazało się rewelacyjne, tylko jednym pociągnięciem mogę rozwijać i zwijać grota. Ułatwia mi to żeglugę i praktycznie bardzo często taki grot mam rozwinięty bardziej lub mniej w zależności od wiatru. Dolny lik żagla nie jest zamocowany na stałe w bomie i można go luzować i dopasowywać kształt w zależności od wiatru. Taki „patent” jest też dobrym statecznikiem wiatrowym podczas płynięciu na silniku pod wiatr.

3737 1703.JPG

W marinie powitał mnie Włodek z „5 Shillings” i wspólnie z załogą Cracovii” wypiliśmy powitalnego szampana.

Moja wyprawa „Alaska 2016” zakończyła się i „Varsovia” bezpiecznie stanęła na swoim miejscu w marinie w Vancouver. Rejs odbył się bez awarii a załoga cała i zdrowa wróciła z wielkim bagażem wrażeń, które pozostaną na długo w pamięci. Warunki były różne: lodowce mieniły się w słońcu, ale też było zbyt dużo deszczu, była żegluga w sztormach, podczas, których nikt nie chorował. Było też trochę relaksowej żeglugi.

W ciągu 59 dni żeglugi przepłynąłem w sumie 3,216 Mil morskich odwiedzając liczne miejsca z oglądaniem kilkudziesięciu lodowców. 31 kotwiczeń i 24 cumowań do pomostów w portach.

3838 3013.JPG

Pozostały miłe wspomnienia widoków i wrażeń z tego rejsu, który był wyjątkowo ciekawy i urozmaicony.

 

Tekst: Jerzy Kuśmider

Zdjęcia: Jerzy Kuśmider, Halina Nadolska i Elżbieta Kuśmider


Podziel się
oceń
5
182

Spotkanie żeglarzy z Vancouver "Pożegnanie Lata 2016"

 zobacz> .STRONA GŁÓWNA

 

Tradycyjnie w ostatni letni długi weekend „Labour Day”, w tym roku 4-5 września 2016, odbyło się spotkanie żeglarzy z Vancouver w Bedwell Bay.

1 1719.JPG

Każdy przywiózł coś na wspólny stół i apetyty dopisywały.

0 1747.JPG

Boniek i Janusz (komandor Polskiego Klubu Żeglarskiego w Vancouver) nie zawiedli i koncertowali.

2 1729.JPG

Na spotkanie przybyły cztery łódki. „Varsovia” jak zwykle stanęła na kotwicy z dziobu a rufą zacumowała do drzewa na brzegu.

Z prawej burty zacumowała „Cracovia” a do lewej burty dobił jacht Polskiego Klubu Żeglarskiego w Vancouver.

3 1721.JPG

Czwarta łódka to kajak, na którym przypłynęli dwaj koledzy razem z psem.

4 1727.JPG

Przy wspólnym stole była towarzyska rozmowa i okazja do wspominania letnich rejsów.

5 1750.JPG

Przy muzyce czas szybko płynął.

6 1708.JPG

Lato już pożegnane i do zobaczenia na następnych rejsach, nie koniecznie letnich, bo sezon żeglarski w Vancouver trwa praktycznie cały rok.

 


Podziel się
oceń
1
142

sobota, 3 grudnia 2016

Autor tej strony

Jerzy Kuśmider

Jachtowy Kapitan 1975r. Działacz klubów żeglarskich w Warszawie (Pałac Młodzieży, PTTK Bryza, SKŻ PW) i PKM w Gdańsku. Absolwent Politechniki Warszawskiej 1976. Od 1977 na emigracji. Mieszka w Vancouver(Kanada) od 1981. Właściciel i budowniczy jachtu "Varsovia". Od 1985 roku, odbył liczne rejsy, głównie samotne po Pacyfiku, ok. 50 tys. Mm. Działacz polonijny. Autor książki: "Samotnie przez Pacyfik - "Varsovią" na Hawaje", oraz licznych publikacji w Kanadzie USA i Polsce.
e-mail: varsovia31@hotmail.com

Mesa

MESA JACHTOWA W VANCOUVER jest towarzyskim zgrupowaniem żaglarzy, motorowodniaków oraz sympatyków rekreacji na wodzie, mieszkających w rejonie Vancouver (Kanada) Mesa Jachtowa: nie jest organizacją ...

więcej...

MESA JACHTOWA W VANCOUVER jest towarzyskim zgrupowaniem żaglarzy, motorowodniaków oraz sympatyków rekreacji na wodzie, mieszkających w rejonie Vancouver (Kanada) Mesa Jachtowa: nie jest organizacją społeczną, nie ma zarządu, prezesa, składek itp. Mesa jachtowa jest formą „skrzynki” kontaktowej osób zainteresowanych jachtingiem. e-mail: varsovia31@hotmail.com

schowaj...